_Blog wokulska
_Blog wokulska
Notki
And I - I'm feeling so small @ 2018-02-04 14:58

Kto powiedział, że ludzie się zmieniają? Pewne rzeczy są na zawsze. Jak moje poczucie małowartościowości.


Straciłam psa. Być może wróci, ale jestem przygotowana na najgorsze. Jeśli mam być szczera, wątpie żeby ktokolwiek kochał mnie tak bezwarunkowo (oprócz mamy) jak ten pies. Jest mi wyjątkowo smutno, a przecież nie było źle. Jest mi smutno, ponieważ czuję się niechciana, odrzucona, podczas gdy nie zostałam WCALE pominięta, wręcz przeciwnie, ktoś mnie zapytał, czy chcę coś robić w trójkę z inną osobą, a ja od razu reaguję obronnie. Wprawdzie jestem chora, ale to nie ma dużego znaczenia. I tak nie chciałabym tam iść.


Wiem, że żaden człowiek nie powinien się tak czuć, jakby był wart znacznie mniej od reszty świata. Jakby jego istnienie było nieistotne, a bez niego ludzie mieli czuć się lepiej. Jakby inni tylko cieszyli się, że go nie będzie na jakimś wydarzeniu, bo wtedy atmosfera od razu się poprawia. Moje towarzystwo jest zbędne. Moje życie jest bez sensu. Tylko dlatego że wmawiam sobie, żę inni mnie nie chcą.


Jest mi źle, ale tylko teraz, tylko w tym momencie. Nałożyło się na to kilka spraw; zaginięcie psa, złe samopoczucie związane z chorobą, wiadomość od bliskiej osoby o tym, że będzie spędzać czas a kimś innym w "naszym" miejscu. Ale tak naprawdę wiem, że powinna to zrobić, i to beze mnie. Tyle lat później, a ja dalej nie zmądrzałam. Rozum jedno, emocje swoje. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, bo mimo zrozumienia sytuacji na chłodno, mój nastrój opada drastycznie niezależnie od tego, co sobie powtarzam.


W ogóle to jestem niesprawiedliwa. Dla ludzi, którym na mnie zależy. Weź się w garść!!


~Say something.


 


***


następnego dnia:


czuję się okropnie. anxiety. bardzo źle. nieadekwatnie. po co do mnie pisała? bo była w pociągu. nie pisała wcześniej. napisała z pociągu, kiedy jechała spotkać się z kimś innym w moim własnym mieszkaniu. niby jechała na zajęcia, ale tak naprawdę jechała, żeby przenocować kogoś innego. nie wiem, co będzie gorsze - jak będą spać osobno czy razem. jest mi tak bardzo przykro, że mam ochotę zrobić sobie krzywdę. pisała z pociągu, a kiedy dojechała i spotkała się z nią, przestała pisać. nie odczytała mojej wiadomości. proste. kiedy jest z nią, nigdy do mnie nie pisze. wiedziałam, że tak będzie, po prostu wiedziałam. nie wiem co zrobić. chciałabym się upić, ale dopiero co byłam chora :/ właściwie nadal jestem.


nigdy nie byłam dla niej niemiła. ona jest hedonistką. czuję się OKROPNIE przez nią. nie pierwszy raz. czy to znaczy, że powinnam mniej angażować się w tę znajomość, czy jak to zwał? możliwe całkiem. czuję się dzisiaj pokonana.


ona nawet nie pisze, że jedzie. nic nie pisze. pisze o głupotach, ale to nie pomaga wcale. NIE.


Komentuj [0]


Living my life anxiously, as one does @ 2017-04-08 16:26

Nie wiem, nie mam pojęcia jak do tego doszło. Na skutek dziwnego splotu wydarzeń znalazłam przyjaciółkę. Znamy się już chyba 1,5 roku. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę.....trochę to jej załsuga, bo jest to taki szalony dzieciak, który nawija przez 99,9% czasu o zupełnych głupotach, o niczym i o wszystkim. I to mnie tak zajmuje, tak bawi, tak cieszy.....nie rozumiem siebie i  w jaki sposób można jej nie lubić. Bo jest naprawdę "something else". I kiedy do mnie dzowni, odbieram tak bez wahania, jak nigdy od nikogo nie odbieram, nawet od mamy (albo podobnie). Tylko czasami czuję, że chciałabym być bliżej niej, ale nie jestem. Myślę sobie, że może jestem trochę ułomna w relacjach interpersonalnych i dlatego tak się dzieje. Ale ją kocham, tak jak kocham swoich najbliższych. Zrobiłabym wiele rzeczy, żeby jej pomóc (i już niektóre zrobiłam). Więc chyba mam rację. Jest dla mnie przyjaciółką.


 


Oprócz tego przyjemnego dodatku do mojego szarego życia, chyba niewiele się zmieniło. Im dłużej studiuję, tym bardziej niepewna jestem przyszłości. Nie wiem zupełnie, co będę robić po skończeniu studiów. Z lekka tylko obawiam się tego, co będzie za kilka lat. Teoretycznie już rok, ale chyba pociągnę dalej drugi kierunek. Myślałam, żeby wyjechać na stypendium jak dostanę dyplom z psychologii. Do Korei, gdzieś. Stany lub UK. Koreańskiego nie znam, więc się waham. Czy ja przypadkiem nie zginę tam sama? Musiałabym chyba jechać z kimś.


Mojej drugiej przyjaciółki ojciec dostał diagnozę nowotworu. Tyle lat studiów, moduł z przedmiotem psychoonkologia, przeczytane książki i choroba brata, a ja dalej nie potrafię sobie z tą sytuacją poradzić. Co można powiedzieć, szczególnie przez messangera? Chciałabym porozmawiać vis-a-vis, ale jestem gdzie indziej. Przez telefon nigdy nam się zbyt dobrze nie rozmawiało. Wolałabym, żeby zaproponowała mi spotkanie. Cieszę się, że w ogóle mi o tym powiedziała, bo ostatnio jesteśmy tylko przyjaciółkami na odległość, już przez długi długi czas. Drifting apart just a little. Ale chciałabym jakoś bardziej ją wesprzeć w tej sytuacji i czuję się bezsilna na maksa. Wiem, czego nie należy robić, ale nie bardzo wiem, co mogłabym zrobić. Chyba niewiele przez internet się da. 
Dzisiaj dzwonił do mnie mój ojciec, co się rzadko zdarza. Myślał, że ja do niego dzwoniłam, co było pomyłką. Tylko dlatego dzwonił. Eh. Nie rozmawiam z nim nigdy przez telefon, ale go kocham, tak jak całą rodzinę. Nie umiem tego wyrażać, ale ich kocham. I w jakiś sposób bardzo się ucieszyłam, słyszać jego głos i że powiedział w końcu parę zdań do mnie przez telefon. Nie wiedząc o tym, chciałam go usłyszeć. Ostatnio też miał problemy ze zdrowiem i byłam zmartwiona, ale jakoś sobie radzi, wydaje się być zdrowy. Zapytał, czy chcę z nim jechać do domu, bo jest w pobliżu. Postanowiłam, że nie wrócę w ten weekend i mu odmówiłam, ale na sercu zrobiło mi się lżej, że zapytał. Czasami dochodzi do mnie, jakie mam szczęście. Mam oboje rodziców i są wspaniali. Gdybym się modliła, modliłabym się głównie o ich zdrowie.


Yah. Idę dzisiaj na siłownię. Wątpię, żeby coś mi to dało, ale idę. Hah. Może kiedyś się ogarnę w życiu. Może.


Ten wpis to takie nic. Taki strumyczek myśli sobotniego popołudnia. Trochę pozytywnych emocji, kilka trosk. Studia idą dobrze, mam dużo piątek, zawsze była m dobrym uczniem, więc....


Dla wszystkich, którzy są mi bliscy, obym umiała lepiej okazywać uczucia.


xxx


K


Komentuj [0]


Silence is also meaningful @ 2017-02-28 14:24

Dzisiaj mam załamanie nerwowe. W końcu doczekałam się. Po tylu miesiącach cierpienia. 


Dotąd wydawało mi się, że lepiej milczeć, kiedy mnie boli. Tak milczeć jednak, żeby nie było widać na zewnątrz. Czyż nie jest denerwujące, kiedy ludzie, uzewnętrzniając się jak to mają w zwyczaju, wywalają na wierzch wszystkie swoje bolączki? Czy lubmiy słuchać ich narzekań?
Zawsze myślałam, że nie jest ważne nic, co mogę mieć do powiedzenia, a w rezultacie nie mówiłam. Doszło więc do tego, że nic do powiedzenia nie mam. I cierpię, jak typowa Karolina. Cierpię katusze i chyba powinnam przestać wychodzić z domu. Ale nie mogę, dlatego że jedynym ratunkiem jest zrobić zupełne przeciwieństwo tego, co wydaje się wygodne.
Zabrać głos. Powedzieć coś, chyba że nie jest się gotowym - wtedy się nie zmuszać. Milczeni też ma swoje znaczenie, ono też coś wnosi. Mądre milczenie, za które nie będziesz winić siebie (nie musisz winić siebie za nic, bądź choć raz w życiu narcystyczna).


Z drugiej strony myślę sobie, że momentami w duchu uważam się za lepszą od wielu ludzi i wtedy czuję się lepiej. I tego też powinnam się oduczyć.


Jak żyć bez poczucia własnej wartości? Nie, nie, oczywiście że jakieś tam mam. 


Chyba miałam zamskowaną depresję. Może dystymię? Jestem zdecydowanie osobą o skłonnościach do depresji.


I felt like crying but nothing came out. It was just a sort of sad sickness, sick sad, when you can’t feel any worse. I think you know it. I think everybody knows it now and then. But I think I have known it pretty often, too often.


Czy jestem wewnętrznie martwa?
Nie. Płakałam pod prysznicem 15 minut. A przecież to nie te czasy, że zdarza mi się płakać. Ja nie płaczę. Nie do końca też siebie rozumiem. 


Nie kocham siebie, nie dbam o siebie, boję się. To normalne, że się boję. Boję się. Boję.
Pozwól sobie na emocje. Możesz być zmęczona, możesz być obolała, możesz być smutna. Możesz być milcząca.
Odezwij się, wiem że chcesz. Napisz, jeśli nie chcesz mówić. Nie buduj swojego wszechświata wokół jednej osoby. Znajdź balans. Zagaduj nieznajomych. ZRELAKSUJ SIĘ w kontakcie z innymi. Daj sobie czas na odpowiedź (jeśli inni ci go nie dają, to znaczy że nie chcą usłyszeć odpowiedzi). Słuchaj uważnie i zadawaj pytania. Ufaj. Kieruj się swoją hierarchią wartości. Bądź ASERTYWNA. Bądź raczej pozytywna. Dystans do siebie. Nic się nie stanie, jeśli się pomylisz. Nie przejmuj się swoją osobą, nie skupiaj się tylko na swojej osobie. Mów co myślisz, bo przecież myślisz. Nie kieruj się strachem. Mimo że się boisz. Nie bądź tchórzem.


To nie jest łatwe.


Nie rozmyślaj, żyj tym co cię interesuje.


 


Komentuj [0]


"Death is nothing, but to live defeated and inglorious is to die daily." @ 2016-09-16 21:53

One day I will just rot away. And it will be peaceful without me. I can imagine all of my friends and my family in the world devoid of me. Nothing's changed, as if I've never existed. 


I think I'm too anxious about living to not fear death. It is frightening.


It is not death that a man should fear, but he should fear never beginning to live - Marcus Aurelius 


Well, I don't know about that. Is it right? Am I unnecessarily concerned about my own annihilation, whereas I should be worrying about not living fully right now, when I still can? Isn't it a bit obvious? And yet, I cannot deny it. 


Komentuj [0]


While I'm alive @ 2016-08-11 16:13

Dopóki żyję, słońce będzie też dla mnie wstawać. I dlatego nie wolno mi się poddać. Śmierci boję się czasami. Wtedy mówię sobie, weź się w garść. Jeżeli jutro się nie obudzisz, nic się nie stanie. Ty nie będziesz cierpieć, a ludzie których zostawisz będą dalej się zmagać i doświadczać tego świata. Nic straconego, dużo rzeczy układa się pomimo beznadziejności sytuacji. Nie wiadomo, co mi jest. Jestem chora, to na pewno. Nie wiem, co z życiem po śmierci - nie wierzyłam w nie przez wiele wiele miesięcy. Być może jest, a ja się mylę. Nie spowiadałam się bardzo długo, ale poszłam ostatnio do kościoła. Nie wiem, czy modlę się z przekonaniem, ale próbowałam. Myślę sobie, że umierać i tak będzie smutno, szczególnie w młodym wieku, ale że niebyt wcale nie jest najgorszym, co może mnie spotkać. Na niebyt się godzę. Tylko nie na wieczną mękę - na to, uważam, nie zasługuje nikt. Ja mam sumienie i żałuję wszystkich swoich błędów, ale to były błędy. Nigdy nie zrobiłam niczego z zamiarem skrzywdzenia kogoś. Bywałam okropnie egoistyczna, to prawda. Czasami nie panowałam nad impulsami i w konsekwencji robiłam coś, co z perspektywy czasu potępiam. Ale czy, jeśli piekło istnieje, zasłużyłam sobie na nie? Nie wiem. Nie wiem, w co wierzyć. Póki co próbuję wierzyć w to, że wyzdrowieję i będę w stanie żyć normalnie.


Dopóki żyję, chciałabym jeszcze skończyć studia, poprawcować kilka lat, wyjść za mąż i urodzić dziecko. Mieć psa. Nie muszę żyć długo. Ale, jak większość z nas, chciałabym mieć tę szansę. 


Chcę się spotkać z wszystkimi, na których mi zależy. Na wszelki wypadek. Dlatego jutro chcę iść do kina z N. (o ile będę się w miarę dobrze czuła). Czekam też na powrót brata z nad morza i przyjazd siostry z dziećmi. Jeśli ja nie będę mieć dzieci, to cieszę się, że im się udało. Dzięki rodzeństwu mam wiele pięknych wspomnieć i dzięki nim jestem teraz tym, kim jestem. Myśl o tym, że ich dzieci pozostaną nawet wtedy, kiedy mnie nie będzie, jest dla mnie pocieszeniem. Takie małe pocieszenie, na okoliczność gdybym nie zdążyła mieć swoich.


Myślę o M., którego już nie ma. I nawet jeżeli nie ma go nigdzie prócz prochu pod jego nagrobkiem, to i tak nie szkodzi. Cieszy mnie to, że już nie cierpi. Przez długi czas wydawało mi się, że powinien był żyć dłużej, bo nie zdążył skończyć studiów ani założyć rodziny. Czyli to, do czego ja tak usilnie dążę i czego obawiam się nie dostać. A jednak pogodziłam się z tym i wiem, że był przygotowany do śmierci. Wtedy już się jej nie bał. Powiedział nam, że będzie umierał i tak właśnie było. Miał okazję przekazać ostatnie słowa. Umarł w otoczeniu najbliższych, kochany, opłakiwany. To jest ważne. Jego odejście nie było tragedią, w przeciwieństwie do wieloletniej choroby. I właśnie tego się powinnam bać bardziej - nie śmierci, a męki bycia nieuleczalnie chorym i niedołężnienia z dnia na dzień. Czasami myślę, że lepiej jest umrzeć w wypadku samochodowym, tracąc życie tak błyskawicznie, że nawet nie jest się tego świadomym. Potem jednak wracam do tej chwili śmierci M. i tego, w jak świadomy sposób rozstał się ze światem. Wolę tę opcję. Jeżeli będę miała czas się przygotować, wiem że umrę lepiej. Tak jest ze wszystkim - jak się przygotuję, wszystki idzie mi lepiej, bardziej elegancko.
Chyba najbardziej boję się cierpienia, mojego i rodziców, którzy musieliby zajmować się kolejnym chorym dzieckiem i poświęcać swoje zdrowie i życie na straconą sprawę, na przegraną walkę. Z drugiej strony, gorzej bym się czuła, gdybym nie miała nikogo, zero wsparcia to naprawdę worst case scenario. 


 Staram się być gotowa na wszystko.


Komentuj [0]


Stay gold and live on @ 2016-07-26 11:35

Reading "The Outsiders" by S.E. Hinton. It's been a delightful read so far.


"But I was lying to myself and I knew it. I lie to myself all the time. But I never believe myself."


"When you haven't got anything to do, you remember things in spite of yourself."




Jestem jak Ponyboy. Nigdy nie myślę, nie używam głowy. -- Dreamy. Never practical. Seldom reasonable. Cloud-headed.




Yep.
Skończywszy książkę " The Outsiders" (z powodu życia musiałam rozłożyć ją na dwa dni), jestem naprawdę pod wrażeniem. Co tam, jestem zachwycona, oczarowana. Zdecydowanie lepsze to od "Buszującego w zbożu". Ma więcej uroku. Jakoś tak nieprawdopodobnie mądra ta książka i tak ogromnie się cieszę, że do niej dotarłam. Na pewno nie zdążę w swoim życiu przeczytać wielu wspaniałych książek, niektórych dlatego, że na nie nie trafię, innych dlatego, że, na przykład, nie zostały jeszcze napisane. Ale za historię chłopca o imieniu Ponyboy Curtis jestm wdzięczna światu i chyba będę już zawsze, dopóki będę istnieć. Tak się z nim zżyłam po przerzuceniu 153 kartek, że teraz trudno mi nie myśleć jego słowami. 


Stay gold, Ponyboy. -- "Like the way you dig sunsets, Pony. That's gold. Keep that way, it's a good way to be."
 
Tylko tyle i mogę pożegnać złotego chłopca. Do pewnego dnia, kiedy zapragnę przeczytać o nim jeszcze raz.


Och, Ponyboy.....Czytał "Przeminęło z wiatrem" i identyfikował się z Pipem z "Wielkich nadziei" Dickensa. A tym wierszem podzielił się z Johnym:


Nature’s first green is gold, 
Her hardest hue to hold.
Her early leaf’s a flower;
But only so an hour.
Then leaf subsides to leaf.
So Eden sank to grief,
So dawn goes down to day.
Nothing gold can stay.

Wszystko, co złote, krótko trwa

Złotem przyrody - pierwsza zieleń;

Po niej - już nic prócz spłowień, zbieleń.

Rozkwitu szczyt - to pierwszy listek,

Lecz przez godzinę ledwie: wszystek

Zwykleje w liść natychmiast potem.

Tak Eden zszarzał nam w zgryzotę,

Tak świt nam blaknie w światło dnia.

Wszystko, co złote, krótko trwa.


 Robert Frost

przełożył Stanisław Barańczak



Komentuj [0]


For the hundredth time I tell myself, @ 2016-07-17 23:42

You. Don't. Have. To. Be. Always. Right.


Oh, I'm going to try. I'll try to tolerate my mistakes and my blunders and my faux pas. I'll aim at being kind to myself. Because what I am doing now is not the way to live your life under any circumstances. 


Komentuj [0]


Insufficient presumptions @ 2016-07-16 21:58

I found immense pleasure in reading "Great Expectations" today and, frankly, I was surprised. How many times does it make? How many times have a book enthralled me so? I have to say, Dickens IS ingenious. In this particular novel, the narrator, a boy named Pip,by being witty, makes readers chuckle all the time! Or upon me, at least, it had this effect.  Furthermore, his way of presenting the events of his life is so familiar and effortless, that it could be my own reflection or my own fancy. It's too imaginative, though. I would never think up anything half as brilliant as Pip's story. Not in this lifetime. I'm dull, and I see no possibilities of walking over the mountain that I've encountered on my way.


I have to admit, "Great Expectations" won my heart, once and for all. I should say it enters the top 10 of my all-time favourite novels. And now, some quotations. 


“Pause you who read this, and think for a moment of the long chain of iron or gold, of thorns or flowers, that would never have bound you, but for the formation of the first link on one memorable day.” 


“The unqualified truth is, that when I loved Estella with the love of a man, I loved her simply because I found her irresistible. Once for all; I knew to my sorrow, often and often, if not always, that I loved her against reason, against promise, against peace, against hope, against happiness, against all discouragement that could be. Once for all; I love her none the less because I knew it, and it had no more influence in restraining me, than if I had devoutly believed her to be human perfection.” 


“Suffering has been stronger than all other teaching, and has taught me to understand what your heart used to be. I have been bent and broken, but - I hope - into a better shape.” 


“Heaven knows we need never be ashamed of our tears, for they are rain upon the blinding dust of earth, overlying our hard hearts. I was better after I had cried, than before--more sorry, more aware of my own ingratitude, more gentle.” 


“In a word, I was too cowardly to do what I knew to be right, as I had been too cowardly to avoid doing what I knew to be wrong.” 




Komentuj [0]


I znów lipiec @ 2016-07-09 19:11

He was my North, my South, my East and West. 
My working week and my Sunday rest.


Dziś zrywam czereśnie, odchwaszczam grządki truskawek, czytam angielskie książki i oglądam stand-up performance of Greg Davies. 
Nie mam nikogo, kto by mnie wybawił, zastąpił to życie, choć na krótką chwilę. Nie mam wyboru. 


Komentuj [0]


Establishing reading lists for this summer @ 2016-07-08 20:17

There's this quotation I want to memorize. It comes from one of Hardy's novels, "Far from the madding crowd". Perchance you've heard of it? It is not the best book of all times, I would say, but decently written and quite a pleasant read all the same. I devoured it last summer. This time I'm opting for Hardy, too - "Tess the d'Urbervilles". It's really thick!


 


'Oh Mr. Oak - that's very fine! You'd get to despise me!'
'Never', said Mr. Oak, so earnestly that he seemed to be coming, by the force of his words, straight through the bush and into her arms.


 


As for now, I'm in the process of reading "Interview with the vampire" by A.Rice and "Gone with the wind" by M. Mitchell. I also resolved to read "How to be an alien" by George Mikes (I've heard so many good things about this one). Later on, it's gonna be Hardy and Hemingway and Faulkner and Dickens and Joyce and......oh my, what a mighty list this will be!


Komentuj [0]


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]